Co dla rynku nieruchomości oznaczają wyższe stopy procentowe?

ważna wiadomość

Redaktor naczelny Karol Jaszewski

0 udostępnij na FB

Tak mówiąc wprost, to naprawdę, jeśli ktoś przez ostatnie trzy, cztery lata myślał nad kupnem mieszkania i jeszcze przed pandemią zebrał pieniądze na wkład własny, chyba nie ma mu czego zazdrościć. Rozsądnie myślący człowiek jest już od dłuższego czasu w niezłej rozterce.

Wzrost cen, ze względu na niskie stopy procentowe

Druga dekada XXI wieku była dla rynku nieruchomości złotą erą. Niskie stopy procentowe, i stabilna gospodarka, rozdawane hojną ręką świadczenia socjalne sprawiły, że wszyscy Polacy, którzy mieli jakiekolwiek oszczędności, uciekali z nimi w nieruchomości. Nagle marzeniem wszystkich stał się dochód pasywny i co więcej, nie wiadomo, w którym momencie wzrosła wiara w to, że mieszkanie na wynajem to ideał zarabiania pieniędzy bez wkładu pracy.

Potem była pandemia

Konia z rzędem temu, kto spodziewał się, że z powodu jakiejkolwiek choroby, której objawy w dodatku nie były zbyt spektakularnie widoczne, wszyscy zostaniemy zamknięci w domu. Nikt nie umniejsza sytuacji zagrożenia, ale w końcu nie była to widowiskowa czarna febra czy cholera, a choroba, na którą stosunkowo szybko wymyślono szczepionkę. Z pewnością to wymuszone zamknięcie sporo zmieniło na rynku nieruchomości.

Marzenia, te drogie i jeszcze droższe

Nie ma co, jeśli mam siedzieć w domu, to tylko takim z ogrodem, basenem i własną siłownią, myślało wielu z was. Ceny działek wzrosły do poziomów absurdalnych, branża budowlana przeżywała swój największy sukces. Kredyty rosły i rosły, a bankowcy zacierali ręce. Klienci nie, w końcu był to najtańszy pieniądz na rynku, a uśmiech prezesa banku centralnego wzbudzał ufność. Nie było cienia powodu, aby myśleć nad stałym oprocentowaniem, choć banki udostępniały przynajmniej pięć lat spokoju i stabilizacji już od połowy 2021 roku. Tylko po co?

Nieruchomości na wynajem

Tu spodziewano się wielkiej tragedii i na moment inwestorzy zamarli w napięciu, co stanie się na rynku najmu. Tylko ten krótkoterminowy nigdy nie był zbyt wielkim rynkiem, bo w końcu Polacy nie są narodem zbyt pracowitym, więc woleliśmy najem na długie terminy, a wypowiedzenie takich umów było co najmniej kłopotliwe. Zwłaszcza że, rządzącym dość dobrze udało się „skołować” wynajmujących: zamkniemy was, nie jednak nie, studenci do domu, nie wracajcie. Na najmie nikt specjalnie nie stracił.

A potem zaczęła się wojna

Niektóre, nieco bardziej cywilizowane kraje europejskie nie skończyły z pandemią, gdy u nas zaczęła się wojna. Tak, niby to za naszą granicą, ale jako naród współodczuwający traktujemy bój, jak własny walcząc o dolary w banknotach w każdym kantorze, gotówkę w portfelu, a ta potrzeba sprawia, że brakuje tych, którzy dokładają do bankomatów i boje o paliwo na stacjach. Spirala jest nie do zatrzymania i prezes Rady Polityki Pieniężnej zapewne o tym wie, ale próby zostają podjęte.

Co dalej?

Stopy procentowe na początkowym wzroście, bo należy się spodziewać, że na tym się nie skończy, oznaczają, że raty kredytów wzrosną, Wzrośnie też wymaga przez banki zdolność kredytowa. Rynek nieruchomości zapewne miałby to… gdzieś, gdyby nie pewien drobiazg. Deweloperzy nie przejmują się specjalnie tymi, którzy zbierają pracowicie na własne M. Im zależy raczej na tych, którzy mają swoje pieniądze odłożone na kontach.

Czego się spodziewać?

Sprawa jest prosta, co sprytniejsi deweloperzy na moment przycichną. W końcu dla nich zatrzymanie sprzedaży nie jest wielkim problemem. Na rynku wtórnym być może za moment pojawią się okazje: bardziej nerwowi i ci z mniejszym zapleczem, nie wytrzymają wzrostu rat i myśli o wojsku stojącym pod bramami. Ci, spokojniejsi pomyślą raczej, że za moment pojawi się w Polsce trzy miliony ludzi, którzy będą chcieli gdzieś mieszkać i dla nich otworzy się rynek najmu.

Kupić? Jeśli tylko nie wydajesz wszystkiego, a trafi się okazja, to świetny pomysł.

Czytaj również

Oceń: